Bożego Ciała (w innych okolicznościach - cząstkowy). 4. Za pobożny udział i ucałowanie Krzyża w Wielki Piątek. 5. Za odmówienie w jakiejkolwiek używanej formule przyrzeczeń Chrztu Świętego: A. w czasie nabożeństwa w wigilię Wielkanocy, B. w rocznicę chrztu (w inne dni - odpust cząstkowy). 6.
Sobór watykański II głosi: Kapłani „na mocy sakramentu kapłaństwa wyświęcani są, aby głosić Ewangelię, być pasterzami wiernych i sprawować kult Boży jako prawdziwi kapłani Nowego Testamentu” (z Konstytucji dogmatycznej o Kościele, 28). Kościół katolicki widzi w święceniach kapłańskich dane przez Boga raz na zawsze
U Jana Ewangelisty przeczytamy słowa wypowiedziane do Apostołów przez Zmartwychwstałego Jezusa: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” ( J 20, 22-23). Wszystko jasne. Nic od tamtego czasu się nie zmieniło. Tak jak Jezus odpuszczał grzechy za czasu swojego ziemskiego życia, tak do dzisiaj zastępy
(Łk 22, 19). Ową władzę kapłan otrzymuje od biskupa, któremu powierzone jest kierowanie Ciałem Mistycznym, czyli Kościołem. We współczesnych interpretacjach kapłaństwa w Kościele katolickim stosuje się określenia ka‑ płaństwa wspólnego oraz kapłaństwa służebnego albo urzędowego. W Encyklopedii katolickiej jest
Krzyżmo św. to mieszanina oliwy i balsamu, poświęcona w głównym kościele danej diecezji (w katedrze) w Wielki Czwartek przez Biskupa Ordynariusza. W Kościele Katolickim zwyczajnym szafarzem bierzmowania jest biskup. W pewnych nadzwyczajnych okolicznościach bierzmować może też kapłan upoważniony do tego przez prawo kościelne.
Vay Tiền Online Chuyển Khoản Ngay. Sakrament kapłaństwa należy, obok sakramentu małżeństwa, do grupy sakramentów w służbie komunii. Jest zatem nastawiony na zbawienie innych ludzi; opiera się na służbie innym, dzięki czemu przyczynia się również do zbawienia osobistego. Sakrament kapłaństwa nazywany jest także sakramentem święceń (łac. ordinatio) bądź sakramentem posługi apostolskiej. Obejmuje on trzy stopnie: episkopat, prezbiterat i diakonat. Przy czym pojęciem kapłan określa się wyłącznie biskupów i prezbiterów, a nie diakonów. Zadaniem diakona jest z kolei służba i pomoc kapłanów. Święcenia biskupie są natomiast pełnią sakramentu święceń. Włączenie do stanu kapłaństwa (stanu biskupów, prezbiterów i diakonów) dokonuje się na mocy obrzędu ordinatio, który jest aktem religijnym i liturgicznym. Słowo ordinatio jest tożsame z konsekracją, błogosławieństwem bądź właśnie z sakramentem. Akt sakramentalny jest równoznaczny z udzieleniem daru Ducha Świętego; daje „świętą władzę” (sacra potestas). Władza ta nie pochodzi od ludu, ale od samego Jezusa Chrystusa. Znakiem konsekracji jest włożenie rąk przez biskupa i modlitwa konsekracyjna nad kandydatem. Kościół głosi, że obok kapłaństwa urzędowego (hierarchicznego), cała wspólnota wierzących jako taka jest kapłańska; mówi o kapłaństwie wspólnym wszystkim wiernym. Różnią się one jednak co do istoty. O ile kapłaństwo wspólne wiernych realizuje się przez rozwój własnej łaski chrztu i przez życie według Ducha, to kapłaństwo urzędowe służy kapłaństwu wspólnemu, przyczyniając się do rozwoju łaski chrztu wszystkich chrześcijan. Jest ono jednym ze narzędzi, przy pomocy których Chrystus ciągle buduje i prowadzi swój Kościół: Jest więc jeden i ten sam Kapłan, Chrystus Jezus, którego najświętszą Osobę zastępuje kapłan. Ten ostatni bowiem dzięki konsekracji kapłańskiej upodabnia się do Najwyższego Kapłana i posiada władzę działania mocą i w osobie samego Chrystusa (virtute ac persona ipsius Christi). (Pius XII, enc. Mediator Dei.) Kapłaństwo ma charakter służebny. Jest skierowane zarówno ku Chrystusowi, jak i ku ludziom: kapłaństwo urzędowe reprezentuje Chrystusa wobec zgromadzenia wiernych, jednocześnie reprezentując zgromadzenie wiernych wobec Boga, gdy zanosi do Niego modlitwę całego Kościoła oraz składa ofiarę eucharystyczną. Celebracja święceń powinna odbywać się w obecności wiernych, w katedrze, najlepiej w niedzielę lub święto nakazane, i powinna mieć uroczysty charakter. Święcenia są udzielane w ramach liturgii eucharystycznej. Dla wszystkich trzech stopni święceń istotny jest ten sam obrzęd, mianowicie włożenie rąk przez biskupa na głowę wyświęcanego, a także specjalna modlitwa konsekracyjna, będąca prośbą do Boga o wylanie Ducha Świętego i udzielenie Jego darów dostosowanych do posługi, do której kandydat jest wyświęcany. Sakrament jest udzielany przez biskupów, gdyż są oni nazywani następcami Apostołów. Sakrament święceń nie może być powtarzany ani udzielany tylko na pewien czas. Przy czym istnieje możliwość zwolnienia osoby wyświęconej z obowiązków i funkcji związanych ze święceniami (z ważnych powodów); może ona również otrzymać zakaz ich wykonywania. Niemniej osoba wyświęcona nigdy nie stanie się na powrót człowiekiem świeckim. Ustanowienie kapłaństwaZapowiedź sakramentu święceń kapłańskich Kościół widzi już w Starym Testamencie. W Księdze Wyjścia cały naród żydowski został określony „królestwem kapłanów i ludem świętym” (Wj 19, 6). Bóg wybrał następnie jedno z dwunastu pokoleń Izraela, pokolenie Lewiego, i przeznaczył je do służby liturgicznej. Pierwszym arcykapłanem został Aaron, brat Mojżesza. Księga Liczb wspomina także o ustanowieniu siedemdziesięciu...Czytaj dalejŚwięcenia kapłańskie – warunkiOtrzymać święcenia kapłańskie może wyłącznie ochrzczony oraz bierzmowany mężczyzna. W Kościele katolickim nie są możliwe święcenia kobiet. Kościół w swojej praktyce powołuje się na wybór Dwunastu Apostołów przez Jezusa – Jezus wybrał do tego grona wyłącznie mężczyzn. Tak samo czynili później Apostołowie, gdy wybierali swoich współpracowników. Do otrzymania sakramentu święceń koniecznie jest powołanie od Boga....Czytaj dalej This website uses cookies to improve your experience. We'll assume you're ok with this, but you can opt-out if you Read More
Samo rozróżnienie na przestrzeń sacrum i profanum jest nietrafione. Chrystus przełamuje ten podział. Wszystko, co nie jest grzechem, jest potencjalnym sacrum. Grzech jest profanum, bo oddziela od Boga - rozmowa z ks. dr. Grzegorzem Strzelczykiem. Rzadko patrzymy na Chrystusa jako kapłana, tymczasem jest w Biblii księga, która mówi prawie wyłącznie o tym - List do Hebrajczyków. To chyba dobry punkt wyjścia do rozmowy o kapłaństwie Chrystusa. Dobry i niedobry zarazem. Dlaczego niedobry? Ponieważ List do Hebrajczyków wychodzi od wizji kapłaństwa związanej ze Starym Testamentem. W nim kapłan pośredniczył w składaniu ofiar i na tym zasadniczo wyczerpywały się jego funkcje. Chrystologia Listu do Hebrajczyków eksponuje zatem bardzo mocno tylko ten jeden z elementów Chrystusowego kapłaństwa, słabiej podkreślając inne aspekty działania Jezusa. W chrześcijaństwie jest pewien problem z przejściem między rozumieniem kapłaństwa w Starym Testamencie i Nowym. Posługa Nowego Przymierza jest zdecydowanie mniej rytualna; składanie ofiary nie jest główną funkcją biskupów i prezbiterów. Pojawił się jednak moment w historii Kościoła, kiedy wydawało się, że tak właśnie jest. Istnieli wtedy kapłani altaryści, którzy mieli beneficjum tylko po to, by odprawiać Mszę świętą, nie mieli przez to żadnej odpowiedzialności pasterskiej. Dlaczego tak się stało? Było to, po pierwsze, związane z pojawieniem się w księgach pokutnych tzw. tabel konwersji pokut. Na końcu takiej księgi znajdowała się tabelka, w której można było np. zastąpić jakąś praktykę pokutną wykupieniem u prezbitera pewnej liczby Mszy świętych. Po drugie, łączyło się to z ofiarowywaniem Mszy za zmarłych. Osoba zamożna dawała przykładowo wieś na utrzymanie księdza, by ten odprawiał Msze św. za zmarłych z jej rodziny. Jaki był tego efekt? Spora część prezbiterów zajmowała się tylko i wyłącznie ołtarzem, a wierni mieli mylne wyobrażenie, że do tego sprowadza się posługa kapłana. Tymczasem funkcja prezbitera, czyli "starszego", nie wiąże się wyłącznie z kultycznym wymiarem. Z czym więcej? Z gromadzeniem wiernych i głoszeniem Dobrej Nowiny. Co robi Chrystus na początku swej działalności? Zbiera wokół siebie uczniów i buduje wspólnotę, co-jak wiemy-wcale nie było takie proste. Apostołowie mieli zarówno różne charaktery, jak i różne wizje teologiczne (np. zelotyzm). Jezusowi jednak się udało i właśnie dlatego jesteśmy dziś Kościołem. Oczywiście do pełni naszego uczestnictwa prowadziły śmierć, zmartwychwstanie Chrystusa i zesłanie Ducha Świętego, ale początek, niejako punkt wyjścia, stanowiło zebranie konkretnych ludzi. Tym, wokół czego Kościół się organizuje, jest obecność Jezusa. Ciekawe, że Ewangelie właściwie nie dają żadnego wyjaśnienia, dlaczego uczniowie poszli za Jezusem. To prawda… Przypomina to wręcz - posłużę się przykładem z fizyki - sytuację, w której ciało o pewnej masie przyciąga inne na zasadzie siły grawitacji. Intensywność doświadczania Boga wokół Jezusa była tak wielka, że wręcz trudno było się temu oprzeć. Czynnikiem, który scala uczniów, jest najprawdopodobniej działanie Boga w Jezusie - po prostu. I tu dochodzimy do czegoś bardzo ważnego: prowadzenie ludzi do Boga owocuje jednością między nimi. Im bliżej jesteśmy Boga, tym bliżej jesteśmy siebie nawzajem. Dzięki Chrystusowi Kapłanowi odnajdujemy się jako chrześcijanie w jednym miejscu, w jednym Ojcu. Jest to możliwe również dlatego, że zostały nam odpuszczone grzechy. Gromadzenie wspólnoty dokonuje się bowiem zarówno przez głoszenie Dobrej Nowiny o pojednaniu, jak i przez dokonanie tego pojednania. Paradoksalnie jednak przebaczenie głoszone przez Jezusa jest tym elementem Jego nauczania, który bardzo trudno nam przyjąć. Dlaczego? Bo mamy problem, z uwierzeniem, że Bóg naprawdę chce nam przebaczyć. Ewangelia mówi niejako: "Cokolwiek byście zrobili i cokolwiek by wam zrobili, to waszym zadaniem jest pojednanie". Pojednanie między nami Jezus wyraźnie wiąże z przebaczeniem, które zostało nam dane. Przypomnijmy sobie przypowieść o nielitościwym dłużniku. Król daruje słudze dziesięć tysięcy talentów, ale ten nie chce podarować swojemu dłużnikowi stu denarów. Kiedy dowiaduje się o tym władca, wzywa sługę i mówi do niego: Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś się ulitować nad swym współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą? (Mt 18,32n). Bóg wychodzi do nas z przebaczeniem, Chrystus je ogłasza i przynosi przez swoją śmierć oraz zmartwychwstanie. Więc ja, któremu darmo przebaczono, powinienem - mocą tego przebaczenia - przebaczać dalej. Fundamentalnym zadaniem chrześcijaństwa jest jednanie: Wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił nam posługę jednania. Albowiem w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów, nam zaś przekazując słowo jednania (2 Kor 5,18n). Podobnie jak w Ojcze nasz: "i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". To bardzo niebezpieczna modlitwa, bo pojawia się w niej warunek. Czasem powinniśmy się mocno zastanowić, o co tak naprawdę Boga prosimy. Jako chrześcijanie mamy udział w kapłaństwie Chrystusa? Co to dla nas znaczy? Kapłaństwo w ścisłym sensie, czyli takie, które składa materialne ofiary, skończyło się wraz ze śmiercią i zmartwychwstaniem Chrystusa, nowe - rozszerza się na wszystkich chrześcijan. Kult w duchu i prawdzie jest sprawowany przez każdego z nas osobiście. Oznacza to, że wszystko w naszym życiu ma znaczenie kultyczne. Każdy akt, w którym oddaję moje życie za i dla innych, jest aktem świętym, sakralnym, kapłańskim. Jedynym pośrednikiem między nami a Bogiem jest jednak Chrystus. Nie ma innego. W związku z tym nie ma już kapłaństwa pośredniczącego. Kapłaństwo służebne nie pełni takiej funkcji? Często wydaje się nam, że istnieje pewna hierarchia kapłaństwa czyli najpierw jest kapłaństwo Chrystusa, potem pośredniczące kapłaństwo prezbiterów, a na końcu powszechne Ludu Bożego. To na swój sposób byłoby dla wiernych bardzo wygodne, bo czyni z księży specjalistów od kontaktów z Bogiem i daje pewną kontrolę nad zbawieniem; pozwala pomyśleć: "Dałem przecież ofiarę na Mszę". Jeżeli tak bardzo zależy nam na stworzeniu jakiejś hierarchii, to wygląda ona następująco: na szczycie jest kapłaństwo Chrystusa, a potem, z chrztu wynikające, kapłaństwo powszechne. W nim niektórzy są w szczególny sposób powołani do tego, by mu służyć, ale pozostając w jego środku - oni przyjmują sakrament święceń. Jan Paweł II w adhortacji o formacji duchownych Pastores Dabo Vobis pisze jasno, że kapłaństwo sakramentalne prezbiterów zostało ustanowione na służbę powszechnemu. Jako osoba po święceniach jestem od tego, żeby od rana do wieczora biegać za wami i starać się, żebyście w tym Kościele zostali, żebyście odkryli, że to miejsce dla Was. Więcej, mam być- niczym Chrystus - gotowy oddać za was swoje życie. Ksiądz nie jest bardziej kapłanem niż tzw. świecki? Kapłaństwo służebne różni się od powszechnego istotą, a nie stopniem. Tak mówi Sobór Watykański II. Różnica jest związana przede wszystkim z sakramentalnością. Na mocy sakramentu święceń moje kapłaństwo jest jakby podwojone. Jedno jest chrzcielne i jest związane bardziej z moim zbawieniem, a drugie służebne i jest związane bardziej z waszym zbawieniem. Czy ja jestem bardziej kapłanem? Mogę się z tym zgodzić, jeżeli decyduje o tym przyjęcie sakramentów. Nie mogę jednak przystać na stwierdzenie, że jako świeccy nie jesteście kapłanami w pełni. Jesteście. Wobec tego co my, świeccy, jako kapłani powinniśmy robić? Chrystus złożył jedyną skuteczną ofiarę raz na zawsze i my, na mocy chrztu, w niej uczestniczymy. Mógłbym pościć przez milion dni, a moja ofiara nie miałaby żadnej zbawczej skuteczności, gdyby nie ofiara Chrystusa. Także ofiara, którą sprawują kapłani na mocy święceń, nie mogłaby być złożona - nie miałaby żadnej mocy bez ofiary Chrystusa. Kiedy sprawujemy Eucharystię, nie wydarza się właściwie nic nowego. Raczej jedyna Ofiara Jezusa Chrystusa się uobecnia i my się wraz z tąofiarąjuż złożoną i skuteczną, teraz oddajemy Bogu. Przeakcentowaliśmy naszą aktywną rolę, stąd czasem na kazaniach takie heretyckie sformułowania, jak: "dziś składamy ponownie tę Najświętszą Ofiarę". Podczas Mszy w żaden sposób nie powtarza się ofiary, bo ona jest jedna, ani my sami jej nie składamy. Położenie akcentu na to, że to my składamy ofiarę, wynika z przekonania, że aby zbawienie się dokonało, my musimy coś zrobić. Najtrudniej jest nam się pogodzić z jego darmowością. Chętnie zgodzilibyśmy się na wszystkie inne wersje zbawienia, w których trzeba coś konkretnego zrobić. To jest paradygmat Naama-na. Ten trędowaty dowódca wojsk syryjskich nie chciał przystać na słowa Elizeusza, że jedyne, co ma zrobić, aby wyzdrowieć, to obmyć się w Jordanie. Zakładał, że musi zrobić jakieś straszne czary, podjąć jakiś niesamowity wysiłek. Jest w nas wiele pozostałości myślenia magicznego z czasów, kiedy biegaliśmy po lasach i baliśmy się burzy. "Zarżniemy zwierzę, rozlejemy krew, zatańczymy, to w nas piorun nie uderzy. A jak zarżniemy drugie, to piorun uderzy w wioskę sąsiadów". Tymczasem jako chrześcijanie stajemy wobec daru, uczestniczymy w zwycięstwie Chrystusa, które stało się dla nas sakramentalnie obecne. Co mamy zrobić? Nawrócić się i uwierzyć. Nic więcej. Ale to jest właśnie niełatwe. Ojciec Kłoczowski OP mówił kiedyś, że Tertulian mylił się, twierdząc, że "dusza ludzka jest z natury chrześcijańska", tak naprawdę "dusza ludzka jest z natury religijna". Obawiam się, że o. Kłoczowski ma rację. Liturgia i posługa kapłańska są straszliwie narażone na magiczne myślenie. Często ludzie zamawiają Msze właśnie dlatego, że według nich to najbardziej skuteczne czary, jakie posiadamy, choć na pewno nie użyją tych słów. Takiemu myśleniu sprzyja obwarowanie Mszy mnóstwem rubryk - może się wydawać, że jest jak z zaklęciami: skuteczność zależy od precyzyjnego powtarzania. Jestem przekonany, że wynika to z dobrych intencji, bo dbanie o liturgię jest czymś naprawdę ważnym, przecież nie mamy nic cenniejszego niż Ciało i Krew Chrystusa. Można sobie jednak wyobrazić kogoś, kto tak dba o swoje wypucowane mieszkanie, w którym każda rzecz ma swoje miejsce, że nikogo do niego nie wpuszcza. Każdy gość jest potencjalnym "burzycielem". Kiedy wpuszczamy wszystkich, to jeden śmierdzi, drugi ziewa, trzeci przyprowadza ze sobą dziecko, które biega. Koniec z harmonią. Mamy wybór: albo idealna liturgia, albo żywi ludzie na liturgii. W czasie dużych średniowiecznych zgromadzeń liturgicznych, w których uczestniczył prosty lud, a w wersji średniowiecznej to był naprawdę prosty lud, posadzkę kościoła wysypywano piachem albo trocinami. Po co? Wielkie liturgie trwały kilka godzin, a nie zawsze ze środka katedry dało się w razie potrzeby wydostać na zewnątrz... Potem trociny czy piach wymiatano z kościoła i znów było czysto. Smród musiał bywać straszny, by go neutralizować montowano olbrzymie kadzielnice u sufitu kościołów - w Santiago de Compostella można taką do dziś oglądać. Czy taki stan rzeczy uwłaczał godności Eucharystii? Nie. Sytuacja ta irytowała oczywiście tych, którzy stali przy ołtarzu. Stąd tendencja, żeby odgradzać przestrzeń sacrum od ludu. Kapłan to przecież ten, który łączy, a nie dzieli. Już samo rozróżnienie na przestrzeń sacrum i profanum jest nietrafione. Chrystus przełamuje ten podział. Wszystko, co nie jest grzechem, jest potencjalnym sacrum. Grzech jest profanum, bo oddziela od Boga. Mam wrażenie, że w środowiskach tradycjonalistycznych ksiądz również dziś staje się kimś, kto przede wszystkim przewodniczy Ofierze Chrystusa... Jest to o tyle dziwne, że jeśli weźmiemy katechizm trydencki, to aspekt ofiarniczy Mszy nie jest jedynym wymienionym, pojawia się wręcz jako ostatni. Dokumenty Soboru Trydenckiego mają tylko jeden dekret o ofierze, a w sumie zajmują się Eucharystią w czterech dokumentach. Podobnie posługa kapłańska nie ogranicza się w dokumentach soborowych do aspektu ofiarniczego. Sobór Trydencki sprowadził ją tak naprawdę z powrotem "na ziemię", zbliżając do posługi Chrystusa. Przypomniał, że nie wolno kapłanom zaniedbywać głoszenia Słowa Bożego, co było szczególnie ważne w kontekście protestantyzmu, i wzmocnił wspólnototwórcząfunkcję pasterzy, chociażby przez nakazanie biskupom rezydowania w diecezji. Dla wielu z nich było to szokujące. Dotąd mieszkali często poza diecezją, w swoich posiadłościach. Sobór Trydencki przygotował de facto grunt pod Sobór Watykański II, który akcent na wspólnototwórczą funkcję kapłanów położył jeszcze mocniej. W katechizmie trydenckim jest jednak fragment - moim zdaniem nieco kontrowersyjny - w którym prezbiter jest postrzegany jako pośrednik, pojawia się nawet to słowo. Trudno to pogodzić z Listem do Hebrajczyków czy z Pierwszym Listem do Tymoteusza (2,5), gdzie czytamy, że jeden jest tylko Pośrednik między Bogiem i ludźmi. Kapłan działa jednak in persona Christi. Ale tylko w określonych momentach. Kiedy siedzi przed telewizorem i naciska guzik pilota, to nie robi tego in persona Christi; co innego podczas sprawowania sakramentów. W czasie konsekracji jego działanie sprzężone jest sakramentalnie z działaniem Chrystusa. W tym momencie jest dwóch działających. Główną przyczyną sprawczą tego, że Chrystus "zaistnieje" na ołtarzu, jest oczywiście Bóg, natomiast prezbiter jest przyczyną narzędziową, bez której nie ma skutku. On także musi działać, żeby skutek mógł zaistnieć. Tak samo jest przy odpuszczaniu grzechów. W obu przypadkach - podczas Eucharystii i podczas spowiedzi - kluczowe słowa wypowiadane są w pierwszej osobie: "To jest ciało Moje" i "Ja odpuszczam tobie grzechy". Wypowiadając je jako ksiądz, mam oczywiście świadomość cytatu, niemniej dwuznaczność tego momentu wskazuje na bycie in persona Christi. Wymawiam te słowa w imieniu Chrystusa, ale jakoś i w swoim imieniu. Czy głoszenie Słowa Bożego odbywa się również in persona Christi? Do pewnego stopnia na pewno tak. Duch Święty jest zaangażowany w głoszenie na tyle, na ile pozwala Mu współpraca osoby głoszącej. Jan Paweł II pisał w Pastores Dabo Vobis, że prezbiter jest sakramentalnym uobecnieniem Jezusa Chrystusa. Uobecnia Chrystusa przez czynności sakramentalne oraz naśladowanie Jego życia. Może więc Go zarówno zakrywać, jak i odsłaniać. Przywiązanie do liturgii w formie nadzwyczajnej, w której każdy gest celebransa jest dokładnie opisany i brakuje miejsca na "improwizację", może wynikać z pragnienia, żeby kapłan jak najmniej zasłaniał sobą Chrystusa… O ile mi wiadomo, żaden mszał nie spadł z nieba, czyli jest efektem określonego czasu, określonej ludzkiej mentalności. Rubryki przecież ktoś napisał. Czytamy np. w rubryce: "kapłan rozkłada ręce". Kto ustala, jak ten gest ma wyglądać? Umówmy się, że zrobił to jakiś liturgista. Stwierdził, że rozkładamy ręce na 30 cm od tułowia. Na jakiej podstawie tak zdecydował? Objawienia prywatnego, własnej wrażliwości? Jeżeli sprawuję Eucharystię bez udziału wiernych, to ten gest jest właściwie moim prywatnym gestem. Nie ma zewnętrznego znaczenia, nie ma nikogo, kto mógłby go odczytać. Do kogo wtedy kieruję słowa: "Pan z wami"? Inaczej jest, kiedy celebruję Mszę w kościele z ołtarzem ustawionym centralnie, wokół którego zgromadzeni są ludzie. Wtedy gest "Pan z wami", żeby coś mówił, może wyglądać nieco inaczej. Kiedyś księża byli słabo wykształceni i trudno było od nich oczekiwać, że w dobrze rozumieją, co sprawują. To był jeden z powodów, dla którego po Trydencie ujednolicono liturgię łacińską, a w formacji kładziono akcent na odprawianie Mszy dokładnie według przepisów. Wtedy były szanse, że to w ogóle będzie sakrament. Te czasy szczęśliwie minęły, a zatem ten rodzaj myślenia o liturgii nie musi być najważniejszy. W tym miejscu pojawia się problem swoistego pojmowania liturgii: oddawanie czci Bogu wymaga określonej sekwencji gestów i słów. Jakiekolwiek odstąpienie od niej jest naruszeniem Bożej czci. Takie myślenie sięga korzeniami do religii magicznych, o których już mówiliśmy. Chrześcijaństwo w swoim rdzeniu nigdy wewnątrz takiej koncepcji - nawet wtedy, kiedy panowało szaleństwo przepisów - nie tkwiło. Mamy jednak kanon, który jest niezmienny? Tak, są słowa, których nie wolno zmieniać. Co do tego nie ma wątpliwości. Wierni muszą wiedzieć, czy mają podczas Mszy do czynienia z konsekracją, czy nie. Jeżeli każdy będzie używał innych słów, to stracimy pewność, czy pochodzą one od Chrystusa. Pamiętajmy jednak, że czym innym jest sakrament, a czym innym forma jego sprawowania. Sobór Trydencki mówi, że Kościół posiada władzę nad wszystkim, co nie jest istotą sakramentu. W związku z tym może tak naprawdę przepisywać mszał dowolnie. Oczywiście byłoby to dość nieroztropne, ale jeśli zaistnieje uzasadniona potrzeba, powinien to robić. Skoro duchowni są prawdopodobnie tak dobrze wykształceni jak nigdy dotąd, to czy nie mamy prawa oczekiwać od nich tego, że poradzą sobie np. z doborem modlitwy eucharystycznej, z doborem prefacji z większego zasobu, po to żeby ci, którzy uczestniczą we Mszy, jak najlepiej przeżyli istotę tego, co jest sprawowane? Chodzi o to, że jeżeli są do wyboru dwie modlitwy eucharystyczne o tajemnicy pojednania, a na Mszy zgromadziła się wspólnota wychodząca z poważnego konfliktu, to mogę użyć modlitwy, która będzie pomagać w rzeczywistym pojednaniu, a tym samym w owocniejszym przyjęciu sakramentu. Czy w ten sposób liturgia nie staje się teatrem jednego aktora -księdza? A kto jest odpowiedzialny za wspólnotę? Ryt? On nie podejmuje żadnej decyzji, to prezbiter stanie przed Sądem i zda sprawę z tego, jak przewodził powierzonym mu ludziom. Nie słyszałem, żeby duchowni mieli być rozliczani przez Boga z wierności rubrykom. Kiedyś jednak każde odstępstwo od rubryk było grzechem ciężkim. Dlaczego liturgia była obwarowana tyloma grzechami? Jako ksiądz widziałem, co się czasem dzieje z Eucharystią we wspólnotach księży, gdzie sprawuje się Msze indywidualnie, bez udziału wiernych. Zrozumiałem wtedy, po co te obwarowania: żeby księża porządnie celebrowali Eucharystię. Gdyby nie strach przed grzechem, część z nas byłaby w stanie odprawić Mszę w pięć minut. To, co mówię, jest okropne, ale to prawda. Dziś na szczęście Eucharystia bez ludu nie powinna być w ogóle sprawowana. Dzięki temu liturgia wraca do swoich źródeł, do interakcji; leitos ergon oznacza "dzieło wspólne". Dwudziestowieczna (bo przecież rozpoczęta jeszcze przed Soborem Watykańskim II) reforma liturgii wzięła się w dużej mierze ze świadomości historycznej. Ludzie zaczęli badać źródła. Porównywać to, co było, z tym, co jest, i pytać, skąd wzięły się pewne gesty, znaki. Odkryto, że wiele z nich, choć uświęconych jakąś wielką tradycją, pojawiło się zupełnie przypadkowo i pierwotnie miało zupełnie inne znaczenie niż teraz. Postanowiono odsłonić istotę liturgii, sprowadzić ją do spraw esencjonalnych. Problem w tym, że w krajach, w których radykalnie okrojono liturgię, np. w Holandii, kościoły szybko opustoszały... Odchodzenie z Kościoła we Francji, Holandii, Belgii i w Niemczech nie zaczęło się od Soboru Watykańskiego II. Tam problemy pojawiły się wcześniej. Jedna hipoteza mówi, że zmiany były źródłem wszelkiego zła, a druga, że zmiany przyszły za późno. Co by było, gdybyśmy w XIX w. zreformowali liturgię i nie dopuścili do "zabetonowania" teologii? Co by się stało, gdyby zmiany przyszły sto lat wcześniej? Proszę zwrócić uwagę na to, że ta sama reforma była wprowadzana w Polsce, opóźnionej cywilizacyjnie w wyniku wojen i totalitaryzmów o kilkadziesiąt lat w stosunku do Zachodu. Czy w polskim Kościele wprowadzenie reformy soborowej doprowadziło do kryzysu? Wydaje się, że wręcz odwrotnie... No właśnie. Jeżeli dziś, kiedy zmiany cywilizacyjne dotarły i do nas, istnieje jakieś żywe chrześcijaństwo, to właśnie dzięki soborowi. Dzięki niemu mamy więcej narzędzi do pracy, do ewangelizacji, do tego, by opierać się złym tendencjom w kulturze. Wyobraźmy sobie, że nic się nie wydarzyło, że funkcjonujemy obecnie wyłącznie wewnątrz dawnej liturgii i teologii, nie ma ruchów poza Akcją Katolicką i Sodalicją Mariańską... Trzeba jednak dodać, że rewolucja kontrkulturowa pojawiła się, kiedy Sobór rozbudził już pewne nadzieje, ale nie dał jeszcze dokumentów wykonawczych. Wielu duchownych doszło do wniosku, że skoro ludzie uciekają z Kościoła, to nie ma co czekać na dokumenty, trzeba coś zmieniać samemu. Na podstawie tego, co usłyszeli w radiu albo przeczytali w gazetach o Vaticanum II, zaczynali "reformować". A kiedy doszły do tego zmiany w myśleniu wywołane przez rewolucję, w wielu miejscach doszło do prawdziwej katastrofy. Ale czy to była reforma Soboru? Na pewno nie. ks. dr Grzegorz Strzelczyk, teolog dogmatyczny, chrystolog, prodziekan Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego.
Wierni Kościołów wschodnich są w pełnej jedności wiary, sakramentów i hierarchii z Kościołem katolickim. Udzielenie sakramentu lub innych posług religijnych ochrzczonym niekatolikom nie powoduje zmiany ich wyznania. Posługa katolickich szafarzy jest jedynie niesieniem pomocy duchowej - wskazał KEP w dokumencie pro memoria. W tym tygodniu w czwartek Kościoły Wschodnie będą świętować Triduum Paschalne. Wielkanoc w Kościele prawosławnym i u grekokatolików, których liczba z powodu wojny na Ukrainie w Polsce wciąż się zwiększa - przypada 24 kwietnia. W związku z rosnącą liczbą uchodźców zza wschodniej granicy, rada prawna i rada ds. ekumenizmu Konferencji Episkopatu Polski wydała dokument pro memoria, w którym przypomina zasady postępowania duszpasterzy katolickich w odniesieniu do ochrzczonych niekatolików, którzy proszą o udzielenie sakramentów świętych, sakramentaliów lub odprawienie pogrzebu. Podkreślono w nim, że „wierni Kościołów wschodnich są w pełnej jedności wiary, sakramentów i hierarchii z Kościołem katolickim”. „Udzielenie sakramentu lub innych posług religijnych ochrzczonym niekatolikom nie powoduje zmiany ich wyznania i nie wolno wykorzystywać takiej sytuacji do działań, które miałyby znamiona prozelityzmu” - wskazano w dokumencie. „Posługa katolickich szafarzy jest niesieniem pomocy duchowej, w związku z tym należy uprzednio upewnić się, czy w konkretnym Kościele niekatolickim nie jest to zabronione” - zaznaczono. Wyjaśniono, że „przy udzielaniu sakramentów pokuty, eucharystii i namaszczenia chorych wiernym Kościołów wschodnich, np. prawosławnym, szafarz katolicki ma obowiązek kierowania się zasadami doktryny i dyscypliny katolickiej, co oznacza na przykład, że nie może udzielić Komunii Świętej wiernemu niekatolickiego Kościoła wschodniego, który jest rozwiedziony i żyje w nowym związku, nawet jeśli może on ją przyjmować w swoim Kościele”. „Dobrą okazją do oceny dyspozycji proszącego może być sakramentalna spowiedź” - czytamy w dokumencie. Przypomniano jednocześnie, że „wiele Kościołów wschodnich wymaga od swoich wiernych sakramentu pokuty przed każdorazowym przyjęciem Eucharystii”. Podkreślono, że „zabronione jest koncelebrowanie eucharystii z kapłanami prawosławnymi”. Wskazano, że w przypadku chrztu świętego szafarz katolicki nie włącza dziecka do Kościoła katolickiego. W związku z tym kapłan powinien odnotować w księgach, że dziecko należy do innego Kościoła, niemającego jedności z Kościołem katolickim. „W przypadku chrztu osoby powyżej czternastego roku życia należy przestrzegać przepisów dotyczących chrztu dorosłych, natomiast w przypadku dzieci powyżej siódmego roku życia, także one winny wyrazić wolę przyjęcia chrztu” - czytamy w dokumencie. Przypomniano, że zgodnie z kan. 844 § 4 KPK i 671 § 4 KKKW, jeżeli zachodzi niebezpieczeństwo śmierci albo inna nagła, poważna potrzeba, szafarze katoliccy godziwie udzielają sakramentów pozostałym chrześcijanom, niemającym pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim, którzy nie mogą się udać do szafarza swojej wspólnoty. Zaznaczono, że zgodnie z kan. 1183 § 3 KPK i kan. 876 § 1 KKKW "ochrzczonym należącym do jakiegoś Kościoła albo wspólnoty kościelnej niekatolickiej można urządzić pogrzeb kościelny według roztropnego uznania ordynariusza miejsca, jeżeli nie stwierdziłoby się, iż mieli przeciwną wolę, i jeżeli ich własny szafarz nie mógłby być obecny". W trzech parafiach greckokatolickich w Warszawie nabożeństwa są sprawowane w niedziele oraz dni powszednie. Najstarszą jest greckokatolicka parafia pod wezwaniem Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny przy ul. Miodowej. Jest także greckokatolicka parafia pod wezwaniem bł. Mikołaja Czarneckiego (należącej do archidiecezji przemysko-warszawskiej), są także nabożeństwa w kaplicy parafii NMP Matki Kościoła przy ul. Domaniewskiej. W stolicy jest także parafia greckokatolicka pw. Opieki Najświętszej Marii Panny w Warszawie, nabożeństwa odbywają się też w kaplicy przy parafii rzymskokatolickiej pw. Matki Bożej Królowej Polskich Męczenników. Działa także parafia greckokatolicka pw. św. Jozafata Męczennika w Piasecznie. Liturgia w języku ukraińskim odprawiana jest w tzw. czerwonej kaplicy w domu parafialnym przy kościele św. Anny, przy pl. Piłsudskiego 10, w centrum miasta. Istnieje także duszpasterstwo greckokatolickie, które działa w dolnym kościele parafii Świętego Józefa w Pruszkowie, przy ul. Helenowskiej 3. W Grójcu grekokatolicy mogą uczestniczyć w liturgii w języku ukraińskim w każdą niedzielę w kościele katolickim pw. Miłosierdzia Bożego, przy ul. Jana Pawła II 24. W Warszawie są także cerkwie prawosławne: katedra metropolitalna Świętej Marii Magdaleny przy al. Solidarności 52, cerkiew św. Jana Klimaka na Woli w rejonie Ulrychowa, przy ulicy Wolskiej 140, czy cerkiew pw. Świętej Sofii Mądrości Bożej przy ul. Puławska 568. Działa także prawosławna parafia wojskowa pw. św. Jerzego Zwycięzcy w Warszawie przy ul Franciszka Hynka 2. PAP/dm
Należy podkreślić i to, że nawet same znaki zewnętrzne tego Sakramentu wskazują najstosowniejsze racje jedności. O tym to właśnie mówi św. Cyprian: „nawet sama ofiara Pańska przedstawia jedność chrześcijańską, złączenie z nim przez silną i nierozerwalną miłość. Albowiem kiedy Pan nazywa chleb swoim Ciałem, uczynionym z wielu ziaren, to tym samym stwierdza, że lud przez niego prowadzony jest ludem złączonym; kiedy zaś wino, wyciśnięte z licznych gron i zlane w jedno, nazywa swoją Krwią, to podobnie wskazuje na to, że nasza społeczność powstała z wielu elementów połączonych i zlanych w jedno”. (…) Podobnie i Doktor Anielski powtarza za św. Augustynem: „Pan nasz przedstawia Ciało swe i swoją Krew w tych rzeczach, które z wielu w jedno są zebrane: pierwsze – to jest Ciało, jest całością powstałą z wielu ziaren; drugie to jest Krew, stanowi całość powstałą z wielu winnych gron”. Dlatego też św. Augustyn mówi w innym miejsca: „O Tajemnico pobożności, o spójnio miłości, o znaku jedności.” – Leon XIII, Mirae Caritatis Należy dążyć do tego, aby postawy przyjmowane przez wiernych w Kościele Katolickim były godne świętego miejsca, a podczas Liturgii Kościoła były jednolite i świadczyły o jedności wspólnoty biorącej w niej udział. Tym samym poprzez porządek i harmonię będziemy oddawali cześć Bogu najlepiej jak potrafimy. Większość niżej przedstawionych zasad jest dla prawdziwie wierzącego katolika oczywistych i niejako naturalnych. Mając jednak na względzie doświadczenie oraz skażenie natury ludzkiej grzechem pierworodnym, a także w ostatnich czasach niemal całkowity brak wyczucia sacrum, czyli tego co święte, należy przypomnieć co niżej następuje: Postawy w katolickiej świątyni i podczas Liturgii Poruszać należy się w ciszy, z szacunkiem, bez gwałtowności i w kierunku „do przodu”. W świątyni wszystkie zmiany postawy należy wykonywać w ciszy, powoli i z należnym szacunkiem. Bez gwałtownych ruchów, bez względu na to kim się jest i jaką funkcję w Kościele się pełni. Należy poruszać się wyłącznie wg powyższej zasady oraz tylko i wyłącznie w kierunku „do przodu”. Niegodne miejsca świętego jest naśladowanie zwierząt zwanych rakami, tak jak to jest w zwyczaju niektórych. Nawet jeśli trzeba odwrócić się tyłem do ołtarza, czy Najświętszego Sakramentu, to należy oddać należną cześć poprzez przyklęknięcie i pokornie z lekko spuszczoną głową udać się w kierunku „do przodu” na pożądane miejsce. Podczas Mszy Świętej, podchodząc do Komunii Świętej, dłonie należy mieć cały czas złożone. Przed podejściem do balasek przyklęka się na jedno (prawe!) kolano. Nie klęka się na dwa kolana, aby swoją nadgorliwą „pobożnością” nie niszczyć sprawnego porządku Komunii Świętej wiernych (tylko gdy jest wystawiony Przenajświętszy sakrament klękamy na dwa kolana i wykonujemy skłon). Przy balaskach klęka się na dwa kolana. Zaraz po przyjęciu Komunii Świętej (najpóźniej kiedy kapłan przechodzi do drugiego rzędu balasek) należy spokojnie, ale bez zbędnej zwłoki odejść na swoje miejsce. Nie odpowiadamy „Amen”, nie wykonujemy znaku krzyża, nie ślęczymy przy balaskach, burząc porządek liturgiczny. Miejsce przyjmowania Komunii Świętej to nie jest miejsce na prywatne modlitwy, które można odmawiać po powrocie na swoje miejsce. Odchodząc należy powtórnie przyklęknąć na prawe kolano i odejść na miejsce w kierunku „do przodu”, adorując Pana Jezusa w swoim sercu już do końca Mszy Świętej, a właściwie całego dnia, a najlepiej życia. Nie przemeblowujemy świątyni Niedopuszczalne jest, by w celu zajęcia pożądanej postawy demolować, czy choćby przemeblowywać świątynię przesuwając np. ławki, czy krzesła (czy to na stałe, czy „na chwilę”), zakłócając tym samym ciszę sacrum i porządek liturgiczny. Jeśli rozmieszczenie wyposażenia nie pozwala na przyjęcie jakieś postawy lub zajęcie jakiegoś miejsca w świątyni, to pokornie z tego rezygnujemy. Jeśli rozmieszczenie wyposażenia jest rzeczywiście kłopotliwe, i „lekkie” przemeblowanie rozwiązuje niektóre problemy, należy to uczynić tylko i wyłącznie wtedy, gdy nikogo nie ma w świątyni, aby nie przeszkadzać innym w modlitwie. Postawy katolickie w hierarchii od najniższej do najwyższej: • siedząca • stojąca • klęcząca • leżenie krzyżem (postawa nadzwyczajna) Zasada przyjmowania postawy niższej zamiast wyższej Pozycję niższą można przyjąć w przypadku choroby, niepełnosprawności lub po prostu braku sił. Jeśli ktoś po prostu nie jest w stanie klęczeć, przyjmuje jedną z postaw niższych, nie wydziwia i nie próbuje klęczeć na siłę wymyślając inne, niegodne świętego miejsca, pozy, które zostaną omówione dalej. W innym przypadku zmiana postawy na niższą, pozostaje nieusprawiedliwiona i poza tym, że burzy wcześniej wspomnianą harmonię liturgii, jest widoczną oznaką braku szacunku i obojętności względem Boga i Najświętszej Ofiary. Należy pamiętać, że w przypadku przyjęcia postawy niższej, czasami, jeśli jest to możliwe, lepiej jest przyjąć postawę siedzącą zamiast stojącej, np. gdy postawa stojąca może być przyczyną pogorszenia widoczności ołtarza wśród innych obecnych wiernych. Można ewentualnie odejść do tylnej części świątyni i tam stanąć. Zasada przyjmowania postawy wyższej zamiast niższej. Teoretycznie przyjmowanie postawy wyższej nie powinno być niczym złym, a w przypadku praktyk prywatnych jest nawet zalecane. Jednak podczas wspólnotowego kultu publicznego, przyjmowanie postawy wyższej burzy wyżej wspomnianą harmonię i nie jest pożądane. Często też przyjmowanie takiej postawy jest oznaką braku pokory i chęcią wywyższenia się ponad innych. Dlatego też przyjmując postawę wyższą zawsze należy wnikliwie badać w swoim sercu, czy nie przyjmuje się takiej postawy, aby zyskać uznanie wśród ludzi. Biada temu, który tak czyni, gdyż to uznanie ludzkie, będzie jego nagrodą: Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. (Mt 6,5) Postawa leżenia krzyżem jest postawą nadzwyczajną Zalecana jest wyłącznie do praktyk prywatnych. W miejscu publicznym porządku liturgicznego, mając na uwadze powyższe zasady, powinno się ją przyjmować tylko na wyraźny sygnał celebransa. Skłony Z zasady skłony wykonujemy w taki sposób, aby nie zmieniać postawy od pasa w dół oraz w taki sposób, w jaki umożliwia nam to nasze miejsce w świątyni. Tak więc przy postawie stojącej nie kucamy, a przy postawie klęczącej nie obniżamy i nie wypinamy „czterech liter”. Podczas Liturgii zalecane są delikatne skłony głowy przy każdorazowym wymienieniu przez celebransa imion Maryji i świętych Pańskich oraz nieco głębszy skłon przy wymienieniu Najświętszego Imienia Jezus. Najgłębszy możliwy przez nas do wykonania skłon (przy zachowaniu powyższej zasady) wykonujemy przy odmawianiu „Confiteor”. Dłonie Dłonie, w których nie trzymamy mszalika, czy modlitewnika, powinny być zawsze złożone razem. Szczególnie w dwóch najważniejszych momentach Eucharystii, w których przyjmujemy Naszego Pana Jezusa Chrystusa w Słowie Bożym i Komunii Świętej, powinny być widocznie i płasko złożone na znak całkowitego szacunku. Prawidłowe postawy w Kościele Katolickim Postawa klęcząca Na dwa kolana. Wyprostowana w pasie. Postawa stojąca Naturalna. Nogi wyprostowane i złączone. Postawa siedząca Nogi zgięte pod kątem prostym i złączone.
Katolik opowiadaDLACZEGO W KOŚCIELE KATOLICKIM NIE MA SPOWIEDZI POWSZECHNEJ? Nie jest prawdą, że w Kościele nie ma spowiedzi powszechnej. Czymże bowiem jest, jeśli nie spowiedzią powszechną, akt pokutny, jaki czynimy na początku każdej Mszy św.: „Spowiadam się Bogu wszechmogącemu i wam, bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłem…?” Tego rodzaju akt pokutny uwieńczony jest modlitwą kapłana o odpuszczenie grzechów: „Niech się zmiłuje nad nami Bóg wszechmogący i odpuściwszy nam grzechy, doprowadzi nas do życia wiecznego”. Ktoś powie, że nie jest to spowiedź taka jak w konfesjonale. To prawda, spowiedź powszechna na początku Mszy św. nie jest spowiedzią sakramentalną, ale to nie znaczy, że w ogóle nie jest spowiedzią i że nie wiąże się z odpuszczeniem grzechów. Kościół uczy nas, że uszna spowiedź sakramentalna jest konieczna w przypadku grzechów ciężkich. Grzechy lekkie mogą natomiast być odpuszczone nie tylko w sakramencie pojednania, ale na wiele innych, niesakra-mentalnych sposobów: przede wszystkim przez miłość, która zakrywa wiele grzechów (por. 1 P 4, 8), przez codzienną pokutę, modlitwę, post, jałmużnę, przepowiadanie Ewangelii, a także spowiedź wobec świeckich, czy też tzw. spowiedź pojednawczą wobec osoby, której wyrządziliśmy jakieś zło. Spowiedź powszechna, podjęta z odpowiednim nastawieniem na początku Mszy św., jest jedną z niesakramentalnych form odpuszczenia grzechów lekkich. Nie jest to tylko jakieś symboliczne „odpuszczenie”, ale rzeczywiste – oparte na wierze – darowanie win. Oczywiście, jeśli komuś sumienie wyrzuca grzech ciężki, powinien przystąpić do spowiedzi sakramentalnej. Należy podkreślić, że w Kościele katolickim istnieje także możliwość ogólnej spowiedzi powszechnej i ogólnego, sakramentalnego (!) rozgrzeszenia. Jest to jednak możliwość, z której wolno skorzystać w nadzwyczajnych okolicznościach. W Obrzędach pokuty. Wprowadzeniu teologicznym i pastoralnym Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Episkopatu Polski czytamy: „Oprócz wypadków, w których grozi niebezpieczeństwo śmierci, wolno udzielić sakramentalnego rozgrzeszenia równocześnie wielu penitentom, którzy oskarżyli się tylko ogólnie, lecz zostali odpowiednio usposobieni, jeżeli zachodzi ważna potrzeba, mianowicie gdy ze względu na liczbę penitentów brakuje spowiedników do wysłuchania spowiedzi indywidualnej w odpowiednim czasie…” (nr 31). A zatem istnieje w Kościele sakramentalna spowiedź powszechna, chociaż jest ona dopuszczalna jedynie w ściśle określonych sytuacjach. Ponadto ci, którzy skorzystali z sakramentalnego rozgrzeszenia ogólnego, są zobowiązani do wyznania grzechów ciężkich (jeśli takowe popełnili) podczas spowiedzi indywidualnej. Innymi słowy, dyscyplina kościelna zobowiązuje tych, którzy uzyskali odpuszczenie grzechów ciężkich przez rozgrzeszenie ogólne, do odbycia spowiedzi usznej z tych grzechów przed otrzymaniem nowego – ewentualnie – rozgrzeszenia ogólnego. Obrzęd pojednania wielu penitentów z ogólną spowiedzią i rozgrzeszeniem jest niekiedy – niestety – nadużywany w krajach Europy Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych. Polacy przebywający, na przykład, w Holandii mogą zetknąć się nawet z odmową indywidualnej spowiedzi ze strony księdza katolickiego, który jednocześnie zachęci do skorzystania z ogólnej spowiedzi z rozgrzeszeniem. Jest to jednak postępowanie niezgodne z oficjalnym nauczaniem Kościoła w tym względzie. Podsumowując, należy stwierdzić, iż w Kościele istnieje niesakramentalna i sakramentalna spowiedź powszechna, choć ta pierwsza wiąże się jedynie z odpuszczeniem grzechów lekkich, a ta druga jest możliwa pod określonymi ściśle warunkami. Indywidualna spowiedź uszna pozostaje zatem jedynym zwykłym sposobem, w jaki wierni mogą pojednać się z Bogiem i Kościołem w przypadku popełnienia grzechów ciężkich. Spowiedź uszna jest też zalecana również w przypadku braku ciężkich grzechów (tzw. spowiedź z pobożności). Kontakt z kapłanem podczas spowiedzi pozwala nam bowiem lepiej poznać samych siebie, a także zwiększa szanse znalezienia odpowiedniej drogi duchowego wzrostu.
kapłan w kościele katolickim